Kiedy zapada zmrok i zapalają się lampy część z nas ogarnia strach. Strach przed tym, by samemu wyjść w mieście na ulicę. Czujemy, że nie jest tam bezpiecznie.
Obawiamy się, że w ciemnych zaułkach czeka na nas złodziej, pijany awanturnik szukający zaczepki, a może nawet cała grupa takich lub jeszcze coś gorszego. Jak już musimy wyjść, to zaraz organizujemy grupę znajomych, byle tylko dotrzeć bezpiecznie do sklepu po papierosy.
Czy nasze miasto jest aż tak straszne nocą? Sprawdźmy i przejdźmy się ulicami Bydgoszczy po zmroku. Zacznijmy spacer na ulicy Gdańskiej. Wysiadam z tramwaju przy Placu Wolności, już jakiś czas temu się ściemniło. Zastaję tu jedynie puste chodniki, ciepłe światło lamp i jeden wolno snujący się samochód. Jest ciepły letni wieczór, a zegarek pokazuje godzinę 22.00. Jest środek tygodnia, a zatem niewielu imprezowiczów krąży po mieście w poszukiwaniu klubu z najtańszym piwem.
Postanawiam przejść się koło fontanny i zajrzeć do parku przy Placu Wolności, tam nawet za dnia można spotkać jakichś pijaczków. Ale tym razem przy fontannie jest pusto. W końcu na ławce między drzewami dostrzegam jakiś niebezpieczny cień widoczny dzięki nikłemu blaskowi latarni. Może właśnie czyha w ciemnościach na jakąś ofiarę? Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegam, że to tylko bezdomny w podartych łachach, a do tego śpi, wygląda niegroźnie.
Nagle o szybsze bicie serca przyprawia mnie głośny plusk wody w stawie, ale podejrzany napastnik okazuje się jedynie kaczką, która właśnie się obudziła i zaczęła szukać jedzenia. Lampy dają jej złudzenie, że dzień się nigdy nie kończy.
Postanowiłam iść na Stary Rynek. Na moście zbliżają się do mnie szybkimi krokami dwie osoby z naprzeciwka, ale to tylko para trzymająca się za ręce. Mrugają do mnie światła odbijające się sennie w rzece, a posąg na linie zdaje się być bardziej żywy niż za dnia, gdy tak zerka na most i oświetla go żółte światło na tle granatowego nieba. Stary Rynek nigdy nie był tak ciuchy i pusty, jak teraz, nocą.
Skoro tu mnie nic nie czeka, wybieram się na Wyspę Młyńską w poszukiwaniu meneli i kogoś, kto rzeczywiście chciałby mnie okraść. Na wszelki wypadek portfel i tak mam pusty. Bo choć Wyspa bardzo się zmieniła po przebudowie, to noc zawsze przyciąga opryszków i pijaczków w puste i ciche miejsca. Ale tu również zastaję ciszę i przyjazne światła, a jedyne żywe istoty, które tu spotykam, to pająki na misternie utkanych pajęczynach rozpiętych między lampami nad metalowym czarnym mostem. Jak na razie dostrzegam tylko spokój i magię tych miejsc, żadnego zagrożenia.
Spróbuję znaleźć jakieś bardziej niebezpieczne miejsce. Wracam przez most koło opery na Gdańską, po czym skręcam w mniejszą uliczkę koło Dworcowej - Podolską. Tu od razu trafiam na grupkę chłopaków w dresach. Tak tu pusto i dość ciemno. Czy wpadnie im na myśl, żeby mnie okraść, pobić bądź chociaż wyzwać? Nie. Minęli mnie bez słowa. A zatem i tu jest cicho i bezpiecznie.
Może wcale nasze miasto nie jest tak groźne, a pojedyncze wiadomości o kradzieżach czy pobiciach to historie, które zdarzają się rzadko. Może w weekend jest większe ryzyko, że spotka nas coś złego, ale wtedy zazwyczaj wszyscy wychodzą na imprezy z grupką znajomych. A wniosek płynie z tego taki, że Bydgoszcz nocą to całkiem przyjemne miejsce na nocny spacer cieszący oczy i duszę pięknem tego miasta.