Kultura
Data utworzenia: 2012-01-04
Coś
Twórcom nowego Coś trochę współczuję. Jakiego filmu by nie stworzyli, zawsze będzie się go przyrównywało do pierwowzoru z 1982 roku, całkiem słusznie uznawanego za horror wszech czasów. Mówiąc wprost - taka walka jest z góry skazana na porażkę. Nieprawdaż...?
Mając w pamięci całkiem świeże wspomnienie upadku kapitalnej serii Obcy, którą tak fatalnie próbowano reaktywować (Obcy kontra Predator), do nowego Coś już na etapie produkcji podchodziłem bardzo sceptycznie. Miałem ku temu powody - reżyserię powierzono absolutnemu debiutantowi, a za scenariusz miał odpowiadać ten sam człowiek, który pisał historie m.in. do nowego, w miarę przyzwoitego Koszmaru z ulicy Wiązów, oraz do bardzo przeciętnego Oszukać przeznaczenie 5(Tak! Takie filmy też mają scenariusze!). Summa summarum, trochę przerażało mnie to, że taka ekipa weźmie na warsztat tak kultowy obraz.

Kultowy, co nie znaczy, że każdy musiał go widzieć. Toteż niektórym przypominam, a pozostałym przedstawiam po raz pierwszy: Coś to film nakręcony w 1982 roku przez Johna Carpentera, uważanego dziś za mistrza horroru. Akcja rozgrywa się na Antarktydzie, gdzie jest zimno, ciemno, i do domu daleko. Na miejsce przybywa amerykańska ekipa ratunkowa, by sprawdzić, co stało się ze stacjonującymi tu wcześniej Norwegami, z którymi urwał się kontakt. To, co czeka - a raczej oczekuje - na jankesów, okazuje się być najprawdziwszym koszmarem... /I w tym momencie, drogi czytelniku, masz wybór. Jeśli chcesz wiedzieć o fabule starej i nowej wersji filmu więcej - czytaj dalej. Jeśli nie - pomiń poniższy akapit i czytaj dalej od początku kolejnego. Pozdrawiam - autor recenzji.

Okazuje się, że w miejscowej stacji badawczej zadomowił się lokator. Jest to kosmita. Ale nie jakiś tam dobroduszny E.T., to zdecydowanie nie ten kaliber. Tytułowe Coś to paskudne i inteligentne monstrum, potrafiące idealnie kopiować wygląd zewnętrzny innej żywej istoty, z którą miało wcześniej kontakt. Takie spotkanie zazwyczaj kończy się dla pechowego dawcy kodu genetycznego śmiercią, podczas kiedy Coś zajmuje jego miejsce i wtapia się w otoczenie. Tak więc, odkrycie przez dzielnych Amerykanów, że wśród nich grasuje obcy, jest tylko początkiem rozgrywki. Przemienia się ona w krwawą zabawę w kotka i myszkę, w której każdy jest podejrzany o bycie Czymś... A wszystko to w klaustrofobicznej scenerii zapyziałej stacji badawczej, gdzieś na mroźnym krańcu świata.

Nowe Coś jest prequelem filmu sprzed niemal 30 lat. Na Antarktydę przyjeżdża ekipa Norwegów wraz z Amerykanką, dr Kate Lloyd (Mary Elizabeth Winstead). Dokonują oni niesamowitego odkrycia - wydobywają spod lodu zahibernowanego przedstawiciela pozaziemskiej rasy. Po przetransportowaniu bryły na teren stacji badawczej, zespół badaczy postanawia zabalować. Jednakże pozostawiony w chłodni zamarznięty przybysz nie próżnuje i ucieka ze zmarzliny. Początkowo, amerykańsko - norweski zespół robi wszystko, by kosmitę odnaleźć. Z czasem, wraz z postępem makabrycznych wydarzeń, role się odwracają. Jak to możliwe? Dowiecie się w kinie...

Na szczęście, moje obawy co do realizacji filmu kompletnie się nie sprawdziły. Co najważniejsze, zachowany został fantastyczny klimat pierwowzoru. Do tego dochodzą bardzo dobre efekty specjalne, znakomite zdjęcia i rewelacyjna muzyka Marco Beltramiego (autora ścieżki dźwiękowej do m.in. Avatara). Prequel doskonały.

W wersji Carpentera w roli twardziela wystąpił Kurt Russel. Tutaj zamiast niego mamy kobietę - Kate, w którą wcieliła się Mary Elizabeth Winstead, wschodząca gwiazdka Hollywood. Ta zamiana płci nie wypadła wcale źle - na szczęście nikt nie wpadł na pomysł, by z Kate robić Larę Croft, przez co pani doktor często znajduje się w nielichych tarapatach.

Film polecam. Jest to horror pierwszej wody, autentycznie straszny, klimatyczny i zapadający w pamięć. Kto nie widział pierwowzoru - obejrzy go na pewno po seansie nowego Cosia. Zapoznanych z oryginałem zachęcać nie muszę - zapewne byliście w kinie już w dniu premiery tegorocznej wersji. I słusznie!
Autor: Łukasz Hałajda
Komentarze czytelników:
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany lub komentarze oczekują na potwierdzenie przez moderatora.
Treść komentarza
Podpis


Wróźby on-line tarot Infolina 800