O inności można dużo powiedzieć, ma ona wiele rodzajów w każdej dziedzinie życia. Ale dlaczego ludzie tak się jej boją? Często nawet odrzucają myśl o tym, że mogą mieć inne zdanie niż reszta i starają się dopasować do otoczenia. Ale są tacy, którzy nie potrafią się dopasować, a z czasem nawet tego nie chcą. Otoczenie wyczuwa takie osoby, po czym je odrzuca lub próbuje zmusić do zmiany.
Jest godzina 6 rano, pierwszy dzień przedszkola Adrianny. Gdy mama ją żegna, dziewczynka wpada w panikę, że zostanie tu sama, choć są tu nawet koledzy z bloku. Przekonana przez mamę, że musi tutaj zostać, wypełnia polecenie, bo nie ma wyboru. Jest za mała na decyzje. 3 lata życia to niewiele. Teraz te wspomnienia są zbyt mgliste, by mówić o nich więcej.
- Pamiętam z tego czasu niewiele, ale moje pierwsze wspomnienie jest takie: mała, smutna dziewczynka z warkoczykiem, siedząca na ławce pod oknem i wypatrująca powrotu mamy przez cały dzień... To musiał być jeden z moich pierwszych dni w przedszkolu... A może wszystkie tak wyglądały? Do dziś został mi nawyk wpatrywania się w okno na każdej przerwie... Teraz dużo się zmieniło, ale nawet, kiedy z kimś rozmawiam, patrzę w okno - wspomina Adrianna.
Nie wie, czemu taka jest, ale zawsze różniła się od innych. Dzieci w przedszkolu nigdy jej nie polubiły. Potem zaczęła się szkoła podstawowa. Zaczęła się również i tragedia. Adrianna właśnie wyszła ze szpitala po ciężkiej operacji. Jej mama do dziś wspomina z bólem te czasy.
- Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie. Mówili, że jeśli dożyje do rana po operacji, to będzie potrzebna kolejna. Modliłam się nad nią całą noc i cały dzień, nie mogłam jej stracić, bo tylko ją miałam. I zdarzył się cud... Przeżyła i to bez kolejnej operacji - opowiada pani Barbara, mama Adrianny. - Pomyśleć, że powodem był błahy wypadek na sankach, kuzyn w nią wjechał, zjeżdżając z górki.
Potem już nic nie było takie samo. Nieśmiała i coraz bardziej zamknięta w sobie dziewczynka zaczęła tyć. Dzieciaki w szkole znalazły w tym powody do kpiny.
- Najgorsze jest to, że to nauczycielka zaczęła to wszystko. Wyśmiała 7-letnie dziecko za to, że napisało pierwszą w życiu kartkówkę na kartce z notesu w kształcie ołówka, bo nie miało innej. I cała klasa śmiała się wraz z nią - wspomina z bólem Adrianna.
Tak zaczęły się schody... Dręczenie, przezywanie, zaczepki, czasem nawet próby pobicia. A przecież każdy z nas ma prawo być sobą i czuć się bezpiecznie w szkole. Niestety, nawet nauczyciele nie byli skłonni do pomocy.
- Byłam twardym dzieckiem, znosiłam to dzielnie, zawsze powtarzałam mamie, że jest OK. Nie reagowałam na zaczepki, ale i tak nie ustawały. Odrzucili mnie dosłownie wszyscy. Dziś mam wrażenie, że ominął mnie jakiś proces socjalizacji... Już od ósmego roku życia patrzyłam w lustro i sądziłam, że moja twarz nie ma absolutnie żadnego wyrazu, że jest taka, jakby jej nie było... Prawie niematerialna... Płynna... Rozmyta... Tak w moich oczach wyglądał nikt - zwierza się Adrianna.
Aż do gimnazjum Adrianna nie miała żadnych pasji, zainteresowań. Trudno o to w biednej rodzinie, gdzie samotna matka wychowuje dziecko i ciężko pracuje.
Jako 12-letnia dziewczynka została w domu całkiem sama na 4 dni. I było tak już każdego kolejnego tygodnia jej życia. Mama znalazła dobrą pracę za granicą. A Adrianna w tym czasie coraz bardziej przywykała do samotności.
W gimnazjum też znaleźli się ludzie, którzy jej dokuczali. Ale tutaj znalazła choć jedną koleżankę, Anię. Po roku dołączyła do nich Ewelina, równie samotna dotąd, jak Adrianna.
- Ostatni rok gimnazjum przyniósł największą zmianę w moim życiu. Wraz z Eweliną pokochałyśmy rocka i muzykę punkową, potem metalową. To dawało nadzieję na nowe znajomości wśród podobnych nam ludzi, bo subkulturę można poznać po wyglądzie. Mijasz kogoś obcego na ulicy, kto jest ubrany na metala czy punka, i czujesz, że coś was łączy. Czas jednak pokazał, że i tu nie znalazłam przyjaciół, ale zawsze miałam Ewelinę.
Jednak subkultura to kolejne schody. Mimo samych piątek w szkole, nauczyciele zaczęli się czepiać czarnych paznokci, makijażu, glanów, wisiorka z pentagramem i naszywek na ubraniach. Jakby tego było mało, uczniowie znaleźli więcej powodów, by odrzucić dwie dziewczyny, które i tak zawsze były inne.
Problemy rosły, do tego stało się kolejne nieszczęście. Mama Adrianny wplątała się w coś za granicą i nie wróciła przez miesiąc.
- Nigdy nie miałam wsparcia w rodzinie. Od dziecka przezywali mnie grubasek, a to, że tak wyglądałam, to przecież była ich wina i tego wypadku. Są ze wsi, więc mój nowy styl był dla nich nie do zaakceptowania. Póki mamy nie było, musiałam do nich jeździć na weekendy, a oni dręczyli mnie coraz bardziej... Wtedy uciekałam do lasu płacząc, nawet nocą, brnęłam w śniegu po kolana, aż się zgubiłam... Zmęczenie pozwalało mi się uspokoić - opowiada ze smutnym wzrokiem Adrianna.
Ale i te smutne zdarzenia przeminęły. Adrianna dostała się do liceum wraz z przyjaciółką. Jak zwykle klasa od razu odrzuciła to, co inne. Ale było tu kilku metali.
- Pewnego dnia zagadał do nas Sebastian. Stanął przed nami taki dwumetrowy facet w czerni i po prostu powiedział, że chce nas poznać. To było nowe, miłe doświadczenie... Ale z czasem zakochałam się w nim, a on w mojej przyjaciółce. Przez jakiś czas tworzyliśmy coś na rodzaj trójkąta, ale to się nie mogło udać. Byłam zrozpaczona, że on chce ją, ja chcę jego, a ona chce mnie. Strasznie się pogmatwało. Do tego te problemy z ludźmi w szkole, bieda w domu, pogarda ze strony własnej rodziny... - mówi melancholijnym tonem Adrianna. - Sięgnęłam po żyletki. Nie mogły pomóc, ale miałam wrażenie, że to coś da, że mnie uspokoi... Jednak po wszystkim czułam się zawsze gorzej... Czułam, że nad niczym już nie panuję. Moje ręce stały się moim pamiętnikiem, który zawsze miałam ze sobą...
Ten pamiętnik pokrywał się coraz nowszymi wpisami. Jednak najbardziej zabolało w trzeciej klasie liceum to, że ulubieni nauczyciele obrócili się przeciwko Adriannie. Miała zmienić styl ubioru, bo to szkoła i koniec. Krótkie spódniczki i kuse różowe bluzki miały być lepsze od długiej, czarnej spódnicy i glanów? Czemu nie mogła po prostu zostać sobą?
- Raz atak nauczycieli był tak silny, że kompletnie się załamałam. Kupiłam 3 piwa, ale zamiast po nich zasnąć, znów sięgnęłam po żyletkę... Zapisałam tę historię na całej lewej ręce, bardzo głęboko. Na zawsze też wyryłam ją w sercu...
Wszystko się wydało, gdy poszła do szkoły kolejnego dnia w krótkim rękawku. Zamieniła dziewczęce gotyckie stroje na dużą koszulkę z zespołem i spodnie bojówki z łańcuchem. Niech wiedzą, jak mnie skrzywdzili... Niech wiedzą, że mnie zniszczyli... - takie słowa chodziły po jej głowie. Już, gdy Sebastian ją odrzucił, myślała o samobójstwie... Teraz to się powtórzyło. Po co mam żyć, skoro nikt mnie nie rozumie? - zadawała sobie wciąż to pytanie.
- Ten styl sprawił, że znalazłam mnóstwo nowych pasji, wręcz za dużo, jak na jedną osobę. Dzięki temu czułam się w końcu kimś... A oni chcieli mi to odebrać... Wszyscy... Jakby się zmówili. A ja chciałam tylko wyrażać siebie strojem, skoro nikt mnie nie słuchał i nie chciał poznać... Myślałam o skoku z dachu wieżowca... Byłam tam parę razy, szło wyjść na dach przez okno na ostatnim piętrze. Ale nie miałam odwagi, by skoczyć... Trzymały mnie przy życiu moje pasje, przyjaciółka, mama, chęć dalszego poznawania świata i podróży.
Szkoła w końcu się skończyła. Latem Adrianna wpadła w kolejną depresję, gdy nie przyjęli jej na studia. Źle wypełniła formularz. Ale wróciła do życia, gdy wszystko się wyjaśniło i dostała się na wymarzony kierunek.
Studia okazały się lepsze. Ludzie trochę wydorośleli, nikt jej nie dokuczał. Niestety i tu nie znalazła ani jednej osoby, która by ją rozumiała... Wszyscy byli zdystansowani, a ona zbyt nieśmiała i zamknięta po tylu latach cierpienia, by sama do kogoś podejść. Tu już nie było przyjaciółki, ale ciągle miały kontakt.
Żyję cicho krwawiąc - to jeden z wpisów do jej pamiętnika.
- Problemy jakby ucichły... Jest ich mniej. Ale ja już nie umiem cieszyć się życiem. Ludzie mnie zranili na tyle, że nikomu już nie ufam. Zrozumiałam, że już wiele lat żyję z depresją. Często moje pasje przestają wystarczać, cierpię przez wspomnienia i nowe przemyślenia. Dotarło do mnie, że już nigdy nie będę szczęśliwa, bo nie umiem być. Wypady na miasto, ciuchy, książki, filmy, muzyka, fotografia, rysowanie i inne pasje nie są w stanie poprawić mi humoru. Mam wrażenie, że od chwili narodzin ciąży nade mną fatum. Wszechświat nierówno rozdziela szczęście i nieszczęście. Widocznie ktoś dostał moją działkę szczęścia, a mi się ściągnęło jego cierpienie... Kiedyś byłam twarda... A dziś każda kłótnia doprowadza mnie do histerii i płaczu. Czasem jestem w stanie rozpłakać się w tramwaju, czy iść ze łzami w oczach po ulicy. Jeszcze niedawno płakałam tylko, jak byłam sama, na przykład nocą w parku, czy w lesie. Jednak emocje są zawsze tak silne, że już nad nimi nie panuję. Często myślę o samobójstwie, bo po co to ciągnąć, skoro nie ma już nadziei na szczęście? Ciągle też żałuję, że nie umarłam jako dziecko po wypadku... - zwierza się niemal płacząc Adrianna.
Ta historia nie kończy się źle, ale tylko na razie. Świat utwierdził Adriannę w jej inności. Ale ona ceni swoją wrażliwość, bo wie, że patrzy na świat inaczej niż pozostali. Mimo to jej największą obawą jest to, że znów spotka ją złe zdarzenie, a emocje będą tak silne, że znajdzie odwagę, by umrzeć. Zapewne, gdy emocje by trochę opadły, zrozumiałaby, że jeszcze nie chce umierać. Ale wtedy może już być za późno...
Uważajmy na to, jak traktujemy ludzi wokół siebie. Nikt z nas nie chce znaleźć się na miejscu pokrzywdzonego. Pozwólmy innym być innymi, bez względu na to, czy ta inność polega na muzyce, byciu homoseksualistą, odmiennej religii i poglądach, kolorze skóry, stroju bądź czymkolwiek innym. Nikt nie zasłużył na to, by zostać odrzuconym.
PS Imiona użyte w tekście zostały zmienione na prośbę rozmówców.