Rok 2044. Amerykańska metropolia po wielkim wybuchu. Zrujnowane drogi, domy... A na tle zdewastowanego świata on - ostatni sprawiedliwy. Od 30-tu lat boryka się z misją powierzoną przez Pana, napotykając na swojej drodze tabuny złych ludzi.
Film jest ponurą wizją tego, co może stać się z ludzkością, jeśli będzie dążyła do samozagłady. Jedyną możliwą drogą ratunku w świecie, w którym cudem techniki jest zapalniczka, a za butelkę wody pitnej trzeba oddać połowę dobytku, jest tytułowa księga.
Główny bohater przemierza setki kilometrów pieszo, aby dostarczyć tajemniczą księgę do wyznaczonego mu przez Boga celu. Po drodze udzieli lekcji dobrego wychowania (przy użyciu maczety) kilku oprychom. Można odnieść wrażenie, że niepozorny mężczyzna, wyglądający jak mieszkaniec Dworca Centralnego, zna tajniki wielu sztuk walki. Ta znajomość przyda mu się, kiedy trafi do
obozu, którym rządzi samozwańczy przywódca Carnegie (Gary Oldman).
Oldman wydaje się stworzony do roli czarnego charakteru. I choć znamy go już z tego typu kreacji, tym razem ponownie staje na wysokości zadania. Do całego obrazka nie bardzo pasuje postać Solary, pasierbicy Carnegiego. Pomijając fakt, że Mila Kunis sprawia wrażenie modelki reklamującej odzież jakiejś znanej marki (absolutnie nie współgrającej z resztą otoczenia), to na ekranie jest sztywna i nienaturalna. Na domiar złego w ostatniej scenie pojawia się w stylizacji a la Lara Croft.
Dezel Washington aktorem jest znakomitym, nie można temu zaprzeczyć. Na jego grę w
Księdze ocalenia narzekać nie można, trzeba jednak stwierdzić, że tym razem jego bohaterowi zabrakło charyzmy.
Patetyczna produkcja, o ideałach, których bronimy, choć nie wprowadzamy ich w życie. Film jednak zasługuje na wizytę w kinie. Choćby ze względu na scenografię, która robi naprawdę imponujące wrażenie. Zachęca również znakomita obsada i zakończenie, którego z pewnością nikt się nie spodziewał.
Sprawdź repertuar
Cinema City!