Głośno, głośno, za chwilę obudzimy całe miasto! Ryby w Brdzie w pełnej mobilizacji szukają zacisznego schronienia. Niestety, kierując się w stronę Wyspy Młyńskiej nie zdają sobie sprawy z czyhającego na nie niebezpieczeństwa. Czekamy tam na nie - my młodzi, gniewni i... nietrzeźwi. Próbują jeszcze uciec, ale już jedna z nich zostaje trafiona butelką po Desperadosie i unosi się brzuchem do góry. Ostatnie pęcherzyki powietrza pojawiają się na tafli wody. Kolejna w panice zostaje złapana w żółtą reklamówkę z Biedronki (wszak dieta studenta uboga jest w mięso). Bracia jej i siostry płyną ku dawnym młynom i trafiają wprost do paszczy lwa. Dwie z nich giną nadziane jak kurczaki na rożnie szpikulcem, kilka zaplątuje się z wodorosty. Istna rzeźnia.
Pobojowisko straszne, woda nabiera koloru białego od odbijającego się w niej Księżyca i czerwonego od krwi ryb. Wygląda to dość patriotycznie - przypomina przenikające się kolory flagi Polski. Urzeczeni stajemy na baczność (również podpierając się i klęcząc) i zaczynamy odśpiewywać hymn narodowy. Nie pamiętamy jednak słów, rytm też gdzieś gubimy. ,,Marsz, marsz Dombrowicz, z ziemi żyznej do ratusza...", nazwisko też nie te, rymy jakoś się nie składają.
Jeden z nas zaczyna pląsać w rytm niesłyszalnej dla kogokolwiek muzyki. Uczepia się latarni i tańczy. Dołączamy do niego, sam Piróg nie wymyśliłby lepszej choreografii. Siedzące podpite pary na ławkach wyciągają komórki i robią nam zdjęcia. Kilku z nich pomyliło chyba rzeczywistości bo wysyłają sms-y na nas do Tańca z Gwiazdami. Zebrało się nawet zacne jury. Mój popisowy numer: na ,,Wolność wiodącą lud na barykady" (odsłonięta pierś lewa, jędrna niesamowicie, wiadomo- miseczka DD). Zdobywam 10 punktów od każdego i płaczę ze wzruszenia.
Głośno, głośno, tworzymy z ciał naszych ciuchcię. Maszynistą zostaje znaleziony w krzakach menel w hawajskim kapeluszu. ,,Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka!", krzyczy ktoś. Ruszamy szybko, kierunek bliżej nieokreślony. Jak te mgły poruszamy się, zahaczamy o kolejne stacje, bary, puby, monopole... Niestrudzeni chwytamy się w ramiona śmiejąc się i płacząc. Wchodzimy na dach Biblioteki próbując ukraść Księżyc. Wyjemy do niego również. Jak wolne elektrony przemieszczamy się po płycie Starego Rynku. Zmęczeni padamy na trawę i robimy ,,aniołki".
Ktoś zauważa człowieka w czarnym płaszczu skręcającego do Zauka. ,,Batman!"- roznosi się aż do Fordonu. Gonimy go. Nagle zrywa się taki wiatr, że znosi nas na Plac Kościeleckich. Smutek pojawia się na naszych twarzach, bledniemy, zanikamy... Nasz nie-melodia ucicha. Brzmieć jednak zacznie już kolejnej nocy.