- Uwielbiam, kiedy to robisz - powiedział cicho Geralt, po czym dodał - ty wiesz, że przepadam za odrobiną pikanterii...
- Mmm - mruknęła Yennefer z pełnymi ustami.
- Jesteś naprawdę świetna. Oj... - wiedźmin wyprężył się na krześle - to było miłe. Kocham, kiedy dodajesz curry do pieczeni z kurczaka. Przypominają mi się wtedy lata młodości, kiedy to wędrując przez pustynię, przez 3 miesiące wpieprzałem sucharki - Geralt utkwił rozmarzony, cielęcy wzrok w kącie izdebki - a jaka sraczka po tym była...
- Gerciu, nie jesteś jeszcze taki stary - stwierdziła Yennefer, przełknąwszy porcję ziemniaków - Wciąż jednym, sprawnym ruchem potrafisz schować swój miecz do pochwy...
- Mamo! - wykrzyknął Mirald - Nie dość, że w nocy nie mogę przez was spać, to na dodatek obrzydzacie mi jedzenie!
- Ależ synu - oburzył się Geralt - skąd ty wiesz, co my robimy wieczorami? W każdym razie nie ważne. To i tak najwyższa pora na poważną rozmowę między ojcem, a synem...
- Tato - powiedział z kamienną twarzą Mirald - Ja mam 29 lat. I wiem, z której dziury wylazłem.
- Och... - stary wiedźmin zapeszył się - No tak... Muszę się przyzwyczaić, że mam już tak dorosłego syna - to rzekłszy zapłonął dorodnym rumieńcem.
Mirald wstał od stołu i zasunął krzesło. Podziękował matce za posiłek i udał się do swojego pokoiku, w której ostatnimi czasy, bardzo długo przesiadywał. Swoje oblicze ukazywał tylko w porze posiłków lub bezpośrednio po nim - kiedy czmychał do wychodka. Sędziwe czarodziejsko - wiedźmińskie małżeństwo nieraz próbowało wybadać, czym zajmuję się ich ukochany syn. Jedynym tropem okazała się tylko słaba muzyka, wydobywająca się ze szpary po drzwiami, pod którymi bezczelnie podsłuchiwał Geralt. Brzmiała dziwnie znajomo...
- Hm - zastanawiał się wiedźmin pociągając wino z kielicha - Skoro ma już prawie trzy krzyżyki na karku, nie powinien, no wiesz Yen, przyprowadzić do domu jakiejś dziewoi? - Geralt uśmiechnął się szelmowsko - Młode ciałko to dobry lek na artretyzm...
- Jeszcze kilka słów, mój drogi - Yennefer strzeliła palcami - a twoja kuśka eksploduje.
Geralt czując dziwne swędzenie w wiadomym miejscu, począł przepraszać żonę:
- No dobrze już, żartowałem. Zastanawiałem się tylko czy wszystko z nim w porządku...
- Nie przejmuj się Gerciuś. Mając takiego ojca, na pewno wyrośnie na kochanka stulecia. A właśnie kochanie, może masz ochotę na...
Yennefer nie zdążyła wyrazić swoich pragnień, a także zademonstrować ich w całej okazałości, choć ich paleta była oszałamiająca - magia to jednak ciekawa sprawa. W drzwiach do kuchennej izdebki stanął bowiem Mirald. Nie trzeba było być wiedźminem, żeby ujrzeć na jego twarzy zdenerwowanie. Ręce mu się trzęsły, a głos drżał niepokojąco:
- Nie mogę dłużej skrywać przed wami tajemnic. Muszę się do czegoś przyznać. Otóż - powietrze zagęściło się zauważalnie - wyszedłem za mąż. W absolutnym sekrecie.
- Hurra! - wybuchnął Geralt - Będzie weselisko, siwucha i chlanie! Natrąbię się tak, że mi włosy na łbie odrosną!
Coś jednak było nie tak. Mirald trząsł się jak osika na wietrze, a Yennefer ukryła głowę w dłoniach. Upojna atmosfera pękła jak bańka mydlana. Wszystko już było jasne.
- Jak to, na prącie trytona, wyszedłeś za mąż? Pochrzaniło cię zupełnie? - nagle jakby coś uderzyło Geralta mocno w kręgosłup i w czaszko jednocześnie - Ta muzyka...
- To był zagłuszacz tato...
- Jaki zagłuszacz? Czego zagłuszacz, na trollową pytę?
- Wolisz nie wiedzieć - powiedział oparty o framugę drzwi Jaskier - wolisz nie wiedzieć...