Po dziesięciu dniach od tragedii mogliśmy pożegnać człowieka, naszego krajana, który zginął pod Smoleńskiem.
W czasie homilii JE bp Jan Tyrawa skonstatował:
na temat tragedii, która wydarzyła się przed 10 dniami powiedziano właściwie już wszystko. Dlatego też jego kazanie było krótkie, ale bardzo treściwe. Zwrócił w nim uwagę na to, że dzięki tej tragedii nasz naród przeżywa swoistego rodzaju rekolekcje. Wyraził żal, że jesteśmy w stanie je przeżywać tylko w obliczu wielkiej tragedii. -
Każdy z nas niesie w sobie jakąś słabość, która sprawia, że mógłby przejść przez swoje życie jak pajac. Właściwie nic nie jest zdolne z tej jego pajacowatości odgrodzić, jak tego typu dramat. Tu rodzi się pytanie, dlaczego z tej naszej pajacowatości nie jest zdolne nas wyprowadzić doświadczenie prawdy, miłości, piękna, dobra? Dlaczego to właśnie do nas nie przemawia mobilizując nas do refleksji, które nazywamy rekolekcjami?
Okazją do przemyśleń była ostatnia droga Aleksandra Fedorowicza, w którą ruszył po godzinie 13. Godzinę później trumna z jego ciałem spoczęła już w ziemi cmentarza przy parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika. Tam biskup poświęcił trumnę, oraz sypnął piachem - symbolem, który mówi, że każdy człowiek powstał z prochu i w proch się obróci.
W kondukcie żałobnym szła rodzina, orkiestra wojskowa oraz bydgoszczanie. Wśród nich uczniowie z V LO, które ukończył prezydencki tłumacz języka rosyjskiego, a także innych placówek, z którymi był związany.
Galeria